Wesele, hej wesele!

Po wyjściu z kościoła zrobiliśmy sobie ze wszystkimi zdjęcie na schodach. Potem życzenia, które trwały i trwały. Nigdy nie widziałam tylu ludzi. Policzki mnie bolały, ale nawet na chwilę uśmiech nie schodził mi z twarzy. Zamiast kwiatów prosiliśmy o wina. Goście się spisali.

W drodze z kościoła na salę wypiliśmy seteczkę nalewki 😉 Po drodze zatrzymały nas jeszcze 3 bramki.
Po przywitaniu, rzucaniu kieliszkami itp polecieliśmy na mini sesję ze świadkami. Wszystko byłoby fajnie gdyby nie plaga komarów! Obsiadały nas od stóp do głów.
Wyjaśnię co się stało z moją sukienką w kościele. Gdy siadałam druty wygięły się w drugą stronę… Pech. Już nie dało się nic z tym zrobić. Co jakiś czas siostra Mamy wyginała mi je w drugą stronę, żeby chociaż przez chwilę nie bolały mnie żebra. Miałam małe siniaki, ale trudno.
Cieszę się, że kupiłam bańki, bo były super atrakcją, nie tylko dla dzieci i zdjęcia pierwszego tańca będą magiczne.
A tańczyliśmy do „Wonderful tonight” Erica Claptona.
Moja Mama i szalone cioteczki dały taki występ, że wszyscy padli na kolana! Wystąpiły jako „Bella mafia” z piosenką Hanny Banaszak pt. „Filozofia małżeńska”. Posłuchajcie sobie, bo naprawdę warto. Ale muszę powiedzieć, że dziewczyny były lepsze! Z całym szacunkiem dla Hanki 😀
Żeby M nie było smutno wujkowie i mój Tata dali mu kilka „cennych rad”.
„Zawsze dotrzymuj słowa. Nawet jeśli obiecasz żonie, że z Tobą będzie jej jak w bajce. Przecież Twoja ulubiona bajka to ta o Królewnie Śnieżce, a żona i tak wygrała, bo prasuje, sprząta i gotuje nie dla siedmiu, a dla jednego”
Wszyscy goście byli zachwyceni orkiestrą. Tak się cieszę, że moja kochana Pani Iwonka miała wolny termin! Są cudowni! Wszyscy bawili się wspaniale.
Wesele trwało do 6 rano. W pokoju byliśmy o 6:20. Obudziliśmy się koło 11:00 z myślą, że poprawiny są potrzebne jak dziura w płocie 😉 Ale było super! Wytańczyliśmy się się drugi dzień 😉 Mogliśmy też wreszcie spokojnie z każdym porozmawiać, bo na weselu ciągle coś się działo. No i na poprawinach mogłam sobie pojeść 😉 Na weselu nie było na to czasu, ale też sukienka mi na to nie pozwalała 🙂
A to nasze prezenty:
Dostaliśmy wina, piękne prezenty, ale dla mnie największym prezentem było to, że byli ze mną ci wszyscy ważni dla mnie ludzi. Niesamowite było widzieć ich wszystkich razem. Rodzice, dziadkowie, prababcia Ania, ciocie, wujkowie i kuzyni znad morza. Pisząc to jestem wzruszona na maksa 🙂 To był naprawdę najpiękniejszy dzień w moim życiu. Kilka dni po weselu jechałam busem do Lublina i wspominałam każdą minutę tego dnia, a uśmiech nie znikał mi z twarzy. Przypominałam sobie wszystkie szczegóły, twarze bliskich mi ludzi i miałam łzy w oczach. Dziękuję za to co mam. Za cudownego męża, wspaniałych rodziców, całą moją rodzinę, fantastycznych przyjaciół! Jestem szczęśliwa.

Może trochę nieprzyzwoite, ale uwielbiam to zdjęcie 🙂
Wesele, hej wesele!

Ach co to był za ślub

Wesele, hej wesele!

Podróż poślubna. Kołobrzeg

Nowszy post

There are 10 comments

  1. Sylwia

    Nawet ja się wzruszyłam czytając dziś obie części 😉
    Pięknie wyglądałaś, bardzo ci pasuje taki makijaż. No i wiadomo po kim odziedziczyłaś urodę 😉
    ps. twoja mama i koleżanki to niezłe wariatki, zazdroszczę 😉

  2. Ania W

    Pięknie razem wyglądacie, śliczną panną młodą byłaś 🙂 Szczęście życzę jeszcze raz 🙂 A pomysł z winami świetny, oby wszystkie smakowały (bo my dostaliśmy takie, że ciężko było kilka łyków zrobić, słabi z nas smakosze) 😉

Zostaw komentarz