Podróż poślubna. Grecja #1

20150714_133048

Na prawdziwą podróż poślubną czekaliśmy prawie rok! Ale było warto. Byliśmy w Grecji na wyspie Samos, która nie jest tak znana jak Kreta czy Rodos, ale jest od nich o wiele piękniejsza. Podobnie jak przepięknie zielona Zakynthos, leżąca w północnej części morza Egejskiego, oddalona jedynie 1,5 kilometra od Turcji. Przez to często łapaliśmy turecki roaming 😉 Samos to niewielka wyspa, której powierzchnia to 467 kilometrów kwadratowych i dzięki temu możemy ją zwiedzić całą w jeden dzień.

Dlatego zamiast pojechać na nudną wycieczkę autokarem wynajęliśmy auto z poznanym w hotelu świetnym małżeństwem i zwiedziliśmy najbardziej atrakcyjne dla nas miejsca.

Mapka mojego autorstwa 😀

Legenda:

X – Karlovassi, miejscowość, w której mieszkaliśmy

1- Paleo
2- Ampelos
3- Kokkari
4- Drake

Zielnym kolorem zaznaczyłam trasę, którą pokonaliśmy zwiedzając wyspę na własną rękę.
Niebieskim kolorem zaznaczyłam trasę, którą pokonaliśmy płynąc statkiem oraz wyspę, którą odwiedziliśmy, a która nie była zaznaczona na mapie.

Ale może zacznę od początku.

W piątek 10 lipca o godzinie 11:00 wsiedliśmy do samolotu w Katowicach. Lecimy.

Wysiedliśmy z samolotu na malutkim lotnisku w Pythagorion, wsiedliśmy do autokaru i zaczęliśmy naszą wycieczkę po Samos. Odległość od lotniska do Karlovassi to tylko 35 kilometrów, ale rozwoziliśmy ludzi po innych hotelach, więc podróż trwała 2 godziny.

Widoki zapierały dech w piersiach. Nigdy w życiu nie widziałam niczego podobnego. Przepiękne klify, niesamowicie niebieska woda. Raj!

 

Ale… poza tymi widokami Grecja to okropnie brudny i zaniedbany kraj. Kurde, nie rozumiem tego! Mieć takie widoki, piękną naturę, to wszystko i robić taki syf? Wszystko jest robione na „odwal się”, kiedy coś się zepsuje jest po prostu porzucane. Można spotkać mnóstwo zardzewiałych samochodów przy drogach, w rowach, na polach.

Im dłużej jechaliśmy tym bardziej martwiłam się, że nieznana wyspa to jednak nie był dobry pomysł. Co prawda po drodze zatrzymywaliśmy się w większych miasteczkach typu Kokkari, gdzie było mnóstwo sklepów i knajpek, a hotel od plaży dzieliła jedynie wąska droga, ale zbliżając się do miejsca docelowego, czyli Karlovassi mijaliśmy puste, opuszczone budynki i samochód, na którym siedziała koza! Tak koza.

Dojechaliśmy. Wysiadamy. Patrzę: jest supermarket i klimatyczna restauracja przy samym morzu.

 

Plaża malutka, ale po drugiej stronie ulicy jest nasz hotel.

 

 

Troszkę dalej widzę port i mały deptak. Myślę, że może nie będzie tak źle. Taką mam nadzieję. Wchodzimy do hotelu – jest dobrze. Czysto, przyjemnie, ładnie.

 

Wita nas przemiła Greczynka Elani, która chyba była kimś w rodzaju konsjerża. Przez cały wyjazd zagadywała gości, pytała czy wszystko jest w porządku itp. Dostajemy kartę do pokoju, chwilę nam schodzi zanim go znajdziemy, wchodzimy – jest okej. Duży pokój, wygodne łóżko, toaletka, balkon. Przez okno widać nawet kawałek morza. Ten widok robił na mnie wrażenie każdego ranka.

 

Rozpakowujemy się i idziemy na kolację. Mijamy fajny basen

 

 

i wchodzimy do hotelowej restauracji. Jest tyle jedzenia do wyboru, że ciężko się zdecydować na co ma się ochotę. Tego dnia kolacja była w stylu kuchni śródziemnomorskiej. Hiszpańska paella, włoski makaron, greckie gołąbki, tureckie kotleciki. Nakładam wszystkiego po trochu. Paella mnie zachwyciła. Świeże owoce morza, pycha! No i oczywiście sałatka grecka. Feta w Grecji smakuje obłędnie.

 

Po kolacji wybieramy się do sklepu, kupujemy piwko i greckie słodycze, które chciałam przetestować 😉 Siedzimy na kamyczkach i obserwujemy zachód słońca. Jest pięknie.

 

 

Następnego dnia wstajemy o 8:30 i idziemy na śniadanie. Kolejny raz jedzenie robi na nas wrażenie. Gofry, naleśniki, pankejki, jajecznica, jajka na twardo, chleb w jajku, kiełbaski, owsianka, 6 rodzajów płatków, 4 dżemy, nutella, jogurty. Można zgłupieć 😀 Zaskoczyło mnie, że w Grecji jada się śniadania na słodko. Chałwa, ciasta, puddingi i tego typu rzeczy. Podziękowałam, to nie dla mnie.

 

Po śniadaniu poszliśmy na spotkanie z panią rezydentką, która opowiedziała nam o wyspie. Po spotkaniu byłam zachwycona, że tu przyjechaliśmy. Marzyłam, żeby zobaczyć prawdziwą Grecję i teraz miałam taką możliwość. Samos z racji tego, że nie jest popularną wyspą, nie jest bardzo nastawiona na turystów. Żyją tu prawdziwi, niezmanierowani Grecy.

Ranki spędzaliśmy na basenie

 

 

Wieczorami piliśmy winko i graliśmy w karty

 

 

 

Może teraz powiem kilka słów o Grekach.
Są bardzo życzliwi. Chętnie pomagają, a gdy poprosimy ich o pomoc są wręcz zachwyceni.
Są mega wyluzowani. Żyją według filozofii SIGA SIGA, czyli wolno wolno. Na wszystko mają czas, nigdzie się nie spieszą, wszędzie zdążą. Potrafią rozmawiać w sklepie z kasjerką przez 15 minut nie zważając na tworzącą się kolejkę. Nikogo to nie wkurza. Oprócz turystów 😉
Są naprawdę bardzo leniwym narodem. 2 razy w tygodniu pracują tylko do 14:00! W pozostałe dni od 13:00 mają sjestę. I dziwią się, że mają kryzys? 🙂 Co do kryzysu to nie jest tak jak mówią nasze media. Jest gotówka w bankomatach, bez problemu można płacić kartą, nie brakuje benzyny na stacjach, sklepy są bardzo dobrze zaopatrzone.
Grecy są bardzo rodzinni. Są blisko nawet z dalszą rodziną. Często zdarza się, że mieszkają wszyscy razem.
Uwielbiają tańczyć! W środę w hotelu mieliśmy wieczór grecki, na który przyszli Grecy z okolicznych domów. Ależ to była impreza! Cudowne przeżycie. Dzieci od małego są uczone greckich tańców.
Grecy są bardzo ekspresyjni. Głośno rozmawiają, gestykulują. Może nam się wydawać, że się kłócą, ale oni po prostu tak rozmawiają 🙂
Kiedy jadąc samochodem trąbią, to znaczy, że się witają. Nie mogłam się do tego przyzwyczaić i za każdym razem podskakiwałam ze strachu 😀
W Grecji pachnie… landrynkami. Naprawdę. W Karlovassi idąc ulicą czułam bardzo słodki zapach. Pierwszy raz spotkałam się z tym, że kwiaty pachniały tak intensywnie.

Chyba czas przerwać moją opowieść, bo nie wiem czy ktoś dotarł do końca 🙂
W następnym poście opowiem Wam o wycieczkach i pokażę zdjęcia niesamowitych widoków!

Podróż poślubna. Grecja #1

Gry z dzieciństwa

Podróż poślubna. Grecja #1

VLOG: Podróż poślubna – Grecja 2015

Nowszy post

There are 4 comments

  1. The taste of dreams...

    Ja dotarłam do końca 🙂 bo z zaciekawieniem czytałam o twoich wrażeniach jedzeniem kolacji czy śniadań 🙂 Tam nie jada się śniadań na słodko kochana, to kuchnia śródziemnomorska, czyli dostajesz wszystko.. pojedź sobie do Chorwacji, Turcji czy gdziekolwiek indziej, również będziesz miała śniadania tego typu 🙂 no, ale skąd mogłaś wiedzieć 🙂 Pozdrawiam Serdecznie 🙂

  2. Monia

    Nie mogę się doczekać dalszej relacji 😉 Ja w Grecji zakochałam się zanim jeszcze tam dotarłam. A dokładnie w Zakynthos. Na podróż poślubną wybraliśmy Kretę i wg. mnie też ma swój urok, zwłaszcza Elaffonisi i Gamvousa. Chciałabym zwiedzić też inne wyspy ale póki co mamy mała pauzę w podróżach, bo boje się trochę podróżować z rocznym maluchem za granice.
    Pozdrawiam i czekam niecierpliwie 😉

  3. Ania W

    Dotarłam do końca :-)) Zazdroszczę wycieczki 🙂 W Grecji nigdy nie byłam. Ale może kiedyś się uda 🙂 Fajna pamiątka i wspomnienia na lata! No i gratuluję nowego miejsca w sieci 🙂

Zostaw komentarz