Ach co to był za ślub

Nie mogę uwierzyć, że to już po wszystkim. Tyle przygotowań, planowania. Chwila i po wszystkim.
Moje opowiadania zacznę od piątku, bo to był dzień, w którym wszystko się zaczęło. Rano zaczęliśmy z Tatą rajd po mieście. Najpierw do hurtowni po kwiaty, potem do Kościoła, na szybkie zakupy, odebrać ciasta od cioć, znowu do hurtowni (tym razem po kwiaty dla mnie, do bukietu) i do domu. Zeszło nam do południa. Zakręciliśmy się chwilę i trzeba było się pakować i jechać na salę. Dobrze, że mam kochane przyjaciółki, pomocnice moje 😀 Bo zeszłoby nam tam do 24:00. Rozkładanie winietek, podziękowań, pakowanie podziękować dla rodziców.

 

 

Podziękowania dla gości okazały się strzałem w dziesiątkę! Dżemy dla Pań, nalewki dla Panów. Wszyscy byli bardzo pozytywnie zaskoczeni.

 

Na sali byliśmy od 14:00 do 17:00. Potem szybciutko do kościoła na spowiedź i mszę. Czekał tam na nas mój przyjaciel (prawie brat;)) organista ze swoją dziewczyną. Przyjechali dzień wcześniej, bo chciał się zapoznać z instrumentem. Po mszy zrobiliśmy sobie mini próbę 😉 Dziewczynki przećwiczyły czytanie, Piotrek granie, a My z M drogę spod ołtarza 🙂 Powoli zaczynałam odczuwać stres. Z kościoła wyszliśmy po 2 godzinach, mocno po 19:00. Ledwo żyłam. Pojechaliśmy jeszcze na chwilę na salę, a potem po 20:00 do fryzjera na wałki 😉 Położyłam się spać koło 23:00.

Założyłam sobie, że nie będę wstawać skoro świt, bo po co? Fryzjera miałam o 11:30, makijaż o 13:30. Miałam pospać do 10:00, ale obudziłam się o… 7:30. I za nic nie mogłam zasnąć! Pisaliśmy z M smsy, przewracałam się z boku na bok, aż w końcu po 9:00 wstałam. W domu była już Karolina fryzjerka, Mama pięknie uczesana, czekałyśmy na moją świadkową. Spokojnie czekałam na swoją kolej, zjadłam śniadanie, wykąpałam się. Usiadłam do czesania. No i się zaczęło. Ze stresu gadałam jak najęta, śpiewałam itp. Karola jak zwykle uczesała mnie wspaniale. Przyjechała moja rodzinka znad morza, chwilkę pogadaliśmy i pojechałam na makijaż. Kiedy wróciłam przyjechali moi znajomi ze studiów, przywitałam się i poleciałam zakładać suknię. Ręce mi się trzęsły, brzuch mnie bolał, tragedia 😉 Miałam wrażenie, że minęło 5 minut i przyjechał M z rodzicami, świadkiem, kamerzystą i fotografką. Próbowałam pozować do zdjęć, ale opornie mi to szło 😉 Zeszłam na dół, zobaczyłam M i… cały stres mi minął. Łzy nam dopłynęły do oczu na swój widok, wzruszyłam się na błogosławieństwie, ale stresu nie było. W drodze do kościoła śmialiśmy się, śpiewaliśmy i wygłupialiśmy. Muszę w tym miejscu wspomnieć o bramce jaką zorganizował brat mojej świadkowej. Samochód zajechał nam drogę i wyskoczyło z niego trzech chłopaków z karabinami i maczetami 😀 Jeden ubrany był w garnitur, dwaj jak zbiry, złote łańcuchy, skórzane kurtki 🙂 Wiedziałam, że coś szykują, ale nie wiedziałam, że będą, aż tak profesjonalni. Dostali po flaszce, a ja w zamian kwiaty. Gdy dojeżdżaliśmy do kościoła dotarło do mnie, że zapomniałam wziąć pendrive z piosenką na pierwszy taniec! Zdenerwowałam się jak nie wiem. Dzwoniliśmy do Pani z orkiestry, ale wyjechali już z domu. Z pomocą przyszedł Marcinek (wujek ;)), który nie składał nam życzeń tylko pojechał do mnie do domu i przywiózł laptopa (i wiele innych rzeczy, o których zapomnieli rodzice). Pod kościołem obcas wpadł mi w kratkę i nie mogłam się uwolnić 😀 Uratował mnie świadek.

Do ołtarza prowadził mnie Tata. Wszyscy goście weszli już do kościoła, my staliśmy w wejściu dobre 10 minut. Zaczęliśmy się niecierpliwić. Zaproponowałam, że może skoczymy na kebab 😉 Wreszcie usłyszałam pierwsze dźwięki marsza weselnego. Idziemy. Tata pędzi jak szalony. Mama mnie przed tym ostrzegała 😉 Ciągnę go lekko do siebie, zwalnia. Pod ołtarzem stoi M z rodzicami. Podchodzimy, Tata podaje mu moją rękę, uścisk dłoni, pocałunek w policzek. Stoimy przed ołtarzem trzymając się za ręce. Słowa wstępu, siadamy i… coś jest nie tak. Czuję, że druty od sukni wbijają mi się w żebra. Zdenerwowałam się, patrzę na Mamę, pokazuje, żebym wzięła bukiet. Zapomniałam dodać, że ważył dobre 5 kilo i nie miałam siły go trzymać 😀

Hymn o Miłości czytała moja Magdusia, a modlitwę wiernych Olcia. Wszystko wyszło świetnie. Przy przysiędze bardzo się wzruszyłam, głos mi drżał. Zapomniałam powiedzieć, że ślubu udzielał nam mój kochany wujek ksiądz! Gdy wymienialiśmy obrączki M wziął mniejszą, a wujek z przerażeniem w oczach „Tą większą, większą!”. M zdezorientowany, patrzy na mnie, na wujka, a wujek z uśmiechem „Żartowałem”:D Aha i po przysiędze wszyscy zaczęli bić brawo 🙂 To było bardzo fajne. M w tym momencie podniósł rękę w triumfalnym geście 😀

Drugi wujek, brat księdza, tenor Filharmonii Narodowej, zaśpiewał Ave Maria. Rozkleiłam się na dobre, a ze mną mój Mąż i 3/4 Kościoła.

Wychodząc z kościoła przy dźwiękach Marsza Mendelsona również byłam bardzo wzruszona. Były łzy, ale z ogromnym uśmiechem na ustach 🙂

To był piękny ślub. I nie tylko ja tak twierdzę 🙂

Ach co to był za ślub

Wieczór Panieński

Ach co to był za ślub

Wesele, hej wesele!

Nowszy post

There are 11 comments

  1. Ewa

    Cieszę się, że wszystko poszło po Waszej myśli i tak fajnie wyszło. Bukiet piękny, nieskromnie przy tym powiem, że mój był bardzo podobny, tyle, że zamiast różu miałam inny kolor:)

  2. Corba Style

    Super że wszystko się udało 🙂 Ja też się cieszę że mieliśmy piękną ceremonię i zawdzięczamy to fajnemu księdzu 🙂 Na początku też nie wiedziałam jak siedzieć i oddychać w sukni 🙂 Przy rosole się męczyłam bo choć byłam głodna to nie umiałam go przełknać, ba, nawet nachylić się do talerza 😀
    Czekam na zdjęcia twojej sukni 😉

  3. Kasia

    Ojej…zazdroszczę! Chętnie przeżyłabym tą chwilę jeszcze raz… 🙂
    A to Ave Maria… nie dziwię się, chyba też wylałabym morze łez. Może to głupie, ale dla mnie np. ogromne znaczenie mają pieśni, czytania, itd. podczas ślubu, cała ta otoczka sprawia, że ślub staje się magiczny 🙂
    U mnie z kolei śpiewały koleżanki wszystkie pieśni (razem śpiewamy w chórze na święta) i też się mało co nie rozkleiłam, na szczęście udało mi się nie płakać 🙂

  4. Blueberry

    Nam został miesiąc i jestem bardzo ciekawa jak będzie 🙂

    Ja przy kupnie sukni zrobiłam test z siedzeniem – zawsze tak robię w nowych ciuchach, żeby potem się nie okazało, że siedzieć nie mogę 😉
    A wujek świetny, wkręcać M. w takiej chwili 😀

  5. Ania W

    Moje najszczersze gratulacje dla Was 🙂 Cieszę się, że wszystko jak najlepiej się udało 🙂 Chyba zawsze ktoś czegoś zapomni, bo ja zapomniałam wziąć bukietu, ale na szczęście jeszcze mieliśmy czas na powrót 😉 Pokaż jak wyglądałaś! :-DD

Zostaw komentarz